Siedzieliśmy na wyznaczonych miejscach i pochłanialiśmy popcorn. Oczywiście cały trzeba było zjeść zanim zacznie się film, który pewnie i tak mnie znuży. Co też mnie podkusiło, żeby on wybierał film! Mogłam się nie zgodzić i poszlibyśmy na jakiś dobry horror, film akcji czy dramat, ale nie. Zawsze musiałam być uprzejma.
-Hej, co jest?- usłyszałam szept przy swoim prawym uchu. Spojrzałam na Jason'a i uśmiechnęłam się lekko.
-Nic, wszystko w porządku. A teraz cichosza. Film się zaczyna.- odpowiedziałam i odwróciłam się w stronę wielkiego ekranu. Z głośników wydobyły się pierwsze nuty na co przewróciłam oczami. Oczywiście piosenka Lydlincha. Przed nami (gdyż siedzieliśmy w najwyższym rzędzie) kotłowało się stado podnieconych nastolatek. Czy tylko ja byłam na tyle głupia żeby nie rozumieć co w nim jest takiego nadzwyczajnego, skoro go nawet nie znałam. One w sumie też nie.
Po dwóch godzinach siedzenia w kinie wyszliśmy na plac galerii. Tak dobrze myślicie, kino jest połączone razem z galerią. Razem z brunetem skierowaliśmy się do restauracji. No ładnie. Czas przytyć. Usiedliśmy w najdalej oddalonym kącie i zamówiliśmy po kawie.
-Jak się podobał film?- Jason świdrował mnie wzrokiem a ja westchnęłam.
-Nie był najgorszy, ale nadal nie cierpię Shay'a.- odpowiedziałam i podziękowałam kelnerowi za kawę.
-Dlaczego za nim nie przepadasz?
-Bo to wielka, głupia i bogata gwiazdka, która uważa, że jej wszystko wolno. No, a ty co o nim sądzisz?
-Ja?- przytaknęłam głową. Uśmiechnął się i kontynuował.- Gdybym był laską leciałbym do niego jak... Nie mam dobrego określenia.
-A ja mam.- przerwałam mu.- Leciałbyś do niego jak mucha do gówna. Możemy już o nim nie mówić?- spytałam błagalnie.
-Jasne, ale tylko jedno jeszcze pytanie. Dlaczego go oceniasz jeśli go nie znasz?
-Nie muszę go znać. - warknęłam.
-Ale..
-Nie, Jason. To miało być ostatnie pytanie.
Reszta spotkania przebiegła szybko i zanim się obejrzałam byliśmy już u mnie w kuchni. Usłyszałam szczęk kluczy w drzwiach. Pewnie Brandon wrócił. Na stół wskoczyła bestia pozbawiona sierści. No tak kiciuś nigdy nie przepadał za młodym.
-Matko święta. Po co ci przerośnięty, ogolony chomik?- Jason zwęził brwi. Zaśmiałam się, ale z lekko oburzoną miną zabrałam kota ze stołu posadziłam sobie na kolanach.
-Nigdy nie mów tak o Presley'u. Oliv ma świra na tym punkcie.- w drzwiach stanął szatyn i uśmiechnął się cwaniacko. Już szykował pytania na przesłuchanie. - Jestem Brandon, jej młodszy brat.
-Jason Crow. Kolega ze szkoły. - przybili sztamę a ja obróciłam oczami.
-Dobra stary. Idziemy do mnie, musimy pogadać. - no ładnie. Najpierw straszy mi kota a teraz kradnie faceta. Czy ty naprawdę chcesz braciszku, żebym posądzała cię o homoseksualizm?
-Ale... Olivia...
-Poczeka.- przerwał brunetowi i zaciągnął go wręcz siłą do swojego pokoju. Westchnęłam i poszłam do siebie.
Rzuciłam się na łóżko łapiąc w locie gitarę. Czas na trochę relaksu.
*Oczami Brandona*
-Stawiam, że prawie nic o niej nie wiesz, co?- nalałem nam obu coli do szklanek i dałem jedną Jasonowi.
-Jakbyś tam był. W ogóle o sobie nie mówiła.
-Nigdy o sobie nie mówi. Pewnie nawet nie wiesz tego, że gra na gitarze i rzuciła szkołę muzyczną.
-Co? Dlaczego?- brunet był wyraźnie zszokowany nowinkami, które teraz usłyszał. Usiadłem obok niego na łóżku i zacząłem opowiadać fascynującą historię z życia mojej siostry. Czy robiłem dobrze? Nie wiem.
-Olivia od kiedy pamiętam zawsze chciała grać profesjonalnie, ja w sumie te, ale tu nie o mnie mowa. Chodziła do przeróżnych nauczycieli, na kursy i nawet sobie dorabiała żeby kupić pierwszą gitarę elektryczną. Prawie nigdy nie było jej w domu. Gdy w końcu kupiła swoją ukochaną gitarę i zapisała się do szkoły nasz dziadek miał wypadek w pracy. Spadła na niego tona żelastwa i chyba nie muszę mówić, że zginął na miejscu. Nasza babcia wtedy została sama i ktoś musiał jej pomagać po stracie męża. Tata i mam byli ciągle zajęci pracą, ja byłem za mały i jedyną osobą, która się do tego nadawała była Oli. Niestety nawał obowiązków był tak duży, że zrezygnowała ze szkoły i zajęła się babcią. Robi to do teraz i w końcu czasami ma wolną chwilę.- skończyłem jakże smutną opowieść i miedzy nami zapadła cisza. Usłyszałem gitarę z pokoju obok. Brunet uniósł pytająco brew a ja się zaśmiałem. - Chodź. Usłyszysz coś.
Wstał i wyszliśmy cicho z pokoju tylko po to by koczować pod drzwiami siostry. Jason wyglądał na zaskoczonego.
-Jest zajebista.- szepnął a ja przytaknąłem. Telefon chłopaka zaczął dzwonić, a my pędem ruszyliśmy do mojego pokoju. - Sorry. Muszę odebrać. Halo?
Po pięciu minutach brunet oznajmił, że musi spadać. Nie pożegnał się nawet z Oli, bo podobno nie chciał je przeszkadzać.
-Widzimy się jutro w szkole, stary. - wrzasnąłem za nim.
-Jasne. Na razie!- odprowadziłem go wzrokiem, aż nie zniknął za zakrętem. No... tego się nie spodziewałem. Ciekawe jak zareaguje Jason kiedy powiem mu, że już wiem o jego małej tajemnicy?
~
Tak, Konrad to jest dla ciebie bo mnie zmotywowałeś do napisania tego rozdziału. xD
sobota, 1 lutego 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Rozdział II- "Jason Crow"
Witam, witam w drugim już rozdziale. Nie będę się rozpisywała, więc jedyne co powiem to zapraszam do czytania C:
~~**~~**~~
Rozdział II
Nie dało się ukryć uśmiechu jaki wkradł mi się na twarz gdy zobaczyłam jak chłopak, który się do mnie uśmiechnął wszedł do stołówki. Szybko odwróciłam od niego wzrok i przygryzłam dolną wargę. Zauważyła to Hariet, szybko zajęła miejsce obok mnie.
-Nie mów, że ten koleś ci się podoba.- powiedziała i złapała mnie za ramiona.
-Nie jest taki zły.- odpowiedziałam a na mojej buzi pojawiły się dwa lekkie rumieńce. Szatynka przejechała dłonią po twarzy i wzięła dwa głębokie wdechy.
-Oliv, skarbie. Wygląda strasznie, nie pasuje do ciebie.- powiedziała a ja ją od siebie odsunęłam.
-Oh, przestań Hariet. To, że nie wygląda jakoś czadersko nie znaczy, ze jest okropny z charakteru.- powiedziałam. Szatynka spojrzała na coś za mną, a jej brwi uniosły się nieznacznie do góry. Obróciłam się. Za mną stał dokładnie ten brunet.
-Cześć. Jestem Jason Crow. Uczę się tu od niedawna.- wyciągnął w moją stronę dłoń. Spojrzałam w jego oczy. Delikatny odcień zieleni lekko pomieszany z ciemniejszym akcentem.
-Aaa...eee...-nie mogłam z siebie wydusić słowa, dopóki nie poczułam kuksańca w bok od Hariet.- Jestem Olivia. Olivia Wood, miło cię poznać Jason.- dokończyłam i uścisnęłam chłopakowi rękę. Mimo okularów wyglądał całkiem nieźle. Nie wiem już czy to było moją wadą czy zaletą, że nie patrzyłam na ubranie czy markę, taka już byłam. Chłopak usiadł naprzeciw mnie i brązowookiej. Byłam strasznie ciekawa jaki on jest. Byłam ciekawa jego, nie oszukujmy się wydawał się naprawdę sympatyczny. Minęło dobre parę minut zanim któreś z nas się odezwało. W między czasie panienka Merley zobaczyła swój obiekt westchniej w postaci Maxa i ulotniła się, zostawiając mnie samą z chłopakiem.
-Trochę, krępująca ta cisza nie uważasz Olivio?- chłopak uśmiechnął się pokazując rządek białych ząbków. Zarumieniłam się i przytaknęłam skinieniem głowy na co on się roześmiał. Nigdy nie byłam dobra w kontakcie z facetami. Nawet żadnego nie miałam, o ironio.
-Widziałem jak się na mnie gapisz.- znów się zaśmiał a moja twarz przybrała kolor buraka.
-To tak..przypadkowo...-wydukałam zgodnie z prawdą. Przecież nie gapiłam się na niego specjalnie. Istny przypadek, ironia losu, przeznaczenie. Nazywajcie to jak chcecie.
-Jasne. To jak dasz się zaprosić na mały wypad po miasteczku?- spojrzałam na niego niepewnie i chwilę się zastanowiłam. Dobra Olivia myśl. Dopiero co poznałaś tego chłopaka a on już proponuje ci randkę, nie głupia! To nie randka. Zwykły spacer... próbowałam pohamować moje szybko bijące serce. Co się dzieje. Olivia znasz go dopiero jakieś 5 minut, a miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje. Jeszcze parę chwil rozważałam argumenty za i przeciw i w końcu postanowiłam.
-Wybacz, ale nie mogę. Znam cię tylko od paru minut i... rozumiesz.- wyszeptałam i wzięłam do buzi jedną z frytek. Milczał, myślałam, że miną wieki zanim się odezwie. Przecież nie zrobiłam nic złego. Chyba...
-Pewnie, kumam. Potrafisz szybko spławić faceta.- powiedział i już miał zamiar wstać, gdy go zatrzymałam.
-Nie! Poczekaj. Daj mi chociaż swój numer telefonu. Zadzwonię do ciebie.- nie sądziłam, że stać mnie na taki czyn. Zawsze byłam nieśmiała, a tu proszę. Co on ze mną robi.
-Jasne, ale zadzwoń.- powiedział, a ja mu podałam swoją Nokię i dałam chłopakowi do ręki. Szybko wystukał dziewięć cyferek i zapisał jako "Jason". W tym samym czasie zadzwonił dzwonek na lekcję a bruneta już nie było.
Wróciłam do domu cała zmarznięta i przemoczona. Deszcz lał niesamowicie i nie zostawił na mnie nawet suchej nitki. Rzuciłam klucze na szafkę z butami i ściągnęłam trampki. Szybko poleciałam do łazienki i ściągnęłam z siebie mokre ciuchy. Wskoczyłam pod prysznic i opłukałam się pod ciepłą wodą. Mogłabym tam zostać na wieki wieków, ale trzeba było dać kotu jeść. Wyszłam spod strumieni i wytarłam się ręcznikiem, po czym owinęłam się w niego i zawędrowałam przez cały dom do swojego pokoju. Wygrzebałam z szafy bieliznę, spodnie, skarpetki, bluzkę i dość grubą bluzę. Byłam pewna że będzie mi cieplutko. Szybko się ubrałam i wysuszyłam włosy, po czym dla wygody związałam je w wysoki kucyk. Spojrzałam na czerwony fotel przy moim biurku, na którym wylegiwał się kocur.
-Chodź Presley idziemy jeść.- powiedziałam i zwierzę błyskawicznie znalazło się na dole. Zachichotałam i podążyłam na schody. Kiedy znalazłam się w kuchni wstawiłam wodę na herbatę, wsypałam kotu karmę i wymieniłam wodę na świeżą. Zajrzałam do lodówki i wyciągnęłam jajka. Z chlebaka wyciągnęłam chleb, a z dolnej szafki patelnię. Z suszarki na naczynia wzięłam małą miseczkę i widelec. Wbiłam jajka do miski, dodałam sól i pieprz po czym widelcem roztrzepałam jajka. Znów podeszłam do chłodziarki i wyciągnęłam olej. Wlałam go trochę na patelnię po czym zapaliłam gaz. Kiedy trochę się rozgrzał zamoczyłam dwie kromki chleba w miseczce i wrzuciłam na patelnie. Po paru minutach obróciłam je na drugą stronę i po kolejnych wyjęłam na talerz. Zrobiłam sobie chyba z siedem takich chlebków, po czym uprzątnęłam stanowisko pracy. Czajnik głośno zagwizdał, a ja błyskawicznie go wyłączyłam i zalałam sobie herbatę. Dodałam dwie łyżeczki cukru i zaczęłam jeść. Wyjęłam z kieszeni telefon i włączyłam sobie "Nickelback - "Lullaby". Położyłam go na stolę i popijając ciepłą herbatę wpatrywałam się w komórkę. Miałam zadzwonić, zadzwonić do Jason'a. Nie byłam pewna czy na pewno to zrobić. Jakiś cichy głosik w mojej głowie podpowiadał mi jednak "Dawno żaden chłopak do Ciebie nie podszedł, a Ty głupia babo siedzisz i rozmyślasz. Dzwoń!". Miał rację, chwyciłam za telefon i wybrałam numer do bruneta. Jeden sygnał, dwa, trzy...
J: Halo?
O: Cześć Jason tu Olivia.
J: Ah, to ty! No cześć, cześć co tam?
O: Pomyślałam sobie, że jeśli twoja propozycja nadal jest aktualna to może wyjdziemy gdzieś. Do kina czy coś.
J: Pewnie, nie ma problemu. To o, której mam być?
O: A-ale to dzisiaj? Wiesz jaka jest pogoda?
J: Wiem. Przyjadę samochodem. To o osiemnastej po ciebie będę. Pa~
Rozłączył się. Z nieco zaskoczonym wyrazem twarzy wymruczałam do telefonu "Cześć". Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę siedemnastą. Westchnęłam i naczynia wrzuciłam do zmywarki po czym polazłam na górę. Przebrałam się w zieloną bluzkę z rękawem 3/4 i napisem "Always". Wybrałam do niej czarne rurki i wygrzebałam z szafy zielone conversy. Dawno ich nie nosiłam. Zarzuciłam jeszcze czarną nie zapinaną marynarkę. Tak ubrana poszłam do łazienki, gdzie umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i z blatu zagarnęłam telefon i portfel, które wsadziłam do kieszeni. Nie przepadałam za torebkami czy plecakami. Nigdy nie wiedziałam co z nimi robić. Stanęłam przed lustrem, a Presley zaczął mi się przyglądać.
-Jak wyglądam kotku?- spytałam i się uśmiechnęłam. Ten jedynie miauknął jakby mówił "żałośnie" a ja westchnęłam. No tak, na niego zawsze można liczyć.
Po parunastu minutach usłyszałam trąbienie. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam na zewnątrz. Zobaczyłam tam czerwone Lamborghini Aventador. Uniosłam zdziwioną brew do góry. Autko było zajebiste. Wysiadł z niego właściciel. Miał teraz zaczesane włosy do góry, czarne przeciwsłoneczne okulary na nosie. Kurczę. Nie wierzę, że to ten sam chłopak. Podeszłam do niego.
-Wyglądasz ślicznie Oliv.- powiedział i dał mi buziaka w policzek na przywitanie.
-Dzięki...-wyszeptałam, a on się uśmiechnął. Otworzył mi drzwi od samochodu i wsiadłam. Zajął miejsce kierowcy i już jechaliśmy w jakimś nie znanym mi kierunku.
-Eeem, Jason.-zaczęłam powoli nadal patrząc w krajobraz za oknem.
-Słucham.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?- teraz przeniosłam wzrok na niego. Wyglądał na zakłopotanego, zaśmiał się.
-Tajemnica, Wood.- odpowiedział i stanął przed kinem.- To jaki film?
-Wybieraj.- skinął głową i wysiedliśmy z samochodu. Jason podszedł do kasy i zamówił dwa bilety na ''Cała historia o Shay'u". No ja pierniczę! pomyślałam, ale uśmiechnięta poszłam razem z brunetem na film.
~~**~~**~~
Rozdział II
Nie dało się ukryć uśmiechu jaki wkradł mi się na twarz gdy zobaczyłam jak chłopak, który się do mnie uśmiechnął wszedł do stołówki. Szybko odwróciłam od niego wzrok i przygryzłam dolną wargę. Zauważyła to Hariet, szybko zajęła miejsce obok mnie.
-Nie mów, że ten koleś ci się podoba.- powiedziała i złapała mnie za ramiona.
-Nie jest taki zły.- odpowiedziałam a na mojej buzi pojawiły się dwa lekkie rumieńce. Szatynka przejechała dłonią po twarzy i wzięła dwa głębokie wdechy.
-Oliv, skarbie. Wygląda strasznie, nie pasuje do ciebie.- powiedziała a ja ją od siebie odsunęłam.
-Oh, przestań Hariet. To, że nie wygląda jakoś czadersko nie znaczy, ze jest okropny z charakteru.- powiedziałam. Szatynka spojrzała na coś za mną, a jej brwi uniosły się nieznacznie do góry. Obróciłam się. Za mną stał dokładnie ten brunet.
-Cześć. Jestem Jason Crow. Uczę się tu od niedawna.- wyciągnął w moją stronę dłoń. Spojrzałam w jego oczy. Delikatny odcień zieleni lekko pomieszany z ciemniejszym akcentem.
-Aaa...eee...-nie mogłam z siebie wydusić słowa, dopóki nie poczułam kuksańca w bok od Hariet.- Jestem Olivia. Olivia Wood, miło cię poznać Jason.- dokończyłam i uścisnęłam chłopakowi rękę. Mimo okularów wyglądał całkiem nieźle. Nie wiem już czy to było moją wadą czy zaletą, że nie patrzyłam na ubranie czy markę, taka już byłam. Chłopak usiadł naprzeciw mnie i brązowookiej. Byłam strasznie ciekawa jaki on jest. Byłam ciekawa jego, nie oszukujmy się wydawał się naprawdę sympatyczny. Minęło dobre parę minut zanim któreś z nas się odezwało. W między czasie panienka Merley zobaczyła swój obiekt westchniej w postaci Maxa i ulotniła się, zostawiając mnie samą z chłopakiem.
-Trochę, krępująca ta cisza nie uważasz Olivio?- chłopak uśmiechnął się pokazując rządek białych ząbków. Zarumieniłam się i przytaknęłam skinieniem głowy na co on się roześmiał. Nigdy nie byłam dobra w kontakcie z facetami. Nawet żadnego nie miałam, o ironio.
-Widziałem jak się na mnie gapisz.- znów się zaśmiał a moja twarz przybrała kolor buraka.
-To tak..przypadkowo...-wydukałam zgodnie z prawdą. Przecież nie gapiłam się na niego specjalnie. Istny przypadek, ironia losu, przeznaczenie. Nazywajcie to jak chcecie.
-Jasne. To jak dasz się zaprosić na mały wypad po miasteczku?- spojrzałam na niego niepewnie i chwilę się zastanowiłam. Dobra Olivia myśl. Dopiero co poznałaś tego chłopaka a on już proponuje ci randkę, nie głupia! To nie randka. Zwykły spacer... próbowałam pohamować moje szybko bijące serce. Co się dzieje. Olivia znasz go dopiero jakieś 5 minut, a miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje. Jeszcze parę chwil rozważałam argumenty za i przeciw i w końcu postanowiłam.
-Wybacz, ale nie mogę. Znam cię tylko od paru minut i... rozumiesz.- wyszeptałam i wzięłam do buzi jedną z frytek. Milczał, myślałam, że miną wieki zanim się odezwie. Przecież nie zrobiłam nic złego. Chyba...
-Pewnie, kumam. Potrafisz szybko spławić faceta.- powiedział i już miał zamiar wstać, gdy go zatrzymałam.
-Nie! Poczekaj. Daj mi chociaż swój numer telefonu. Zadzwonię do ciebie.- nie sądziłam, że stać mnie na taki czyn. Zawsze byłam nieśmiała, a tu proszę. Co on ze mną robi.
-Jasne, ale zadzwoń.- powiedział, a ja mu podałam swoją Nokię i dałam chłopakowi do ręki. Szybko wystukał dziewięć cyferek i zapisał jako "Jason". W tym samym czasie zadzwonił dzwonek na lekcję a bruneta już nie było.
Wróciłam do domu cała zmarznięta i przemoczona. Deszcz lał niesamowicie i nie zostawił na mnie nawet suchej nitki. Rzuciłam klucze na szafkę z butami i ściągnęłam trampki. Szybko poleciałam do łazienki i ściągnęłam z siebie mokre ciuchy. Wskoczyłam pod prysznic i opłukałam się pod ciepłą wodą. Mogłabym tam zostać na wieki wieków, ale trzeba było dać kotu jeść. Wyszłam spod strumieni i wytarłam się ręcznikiem, po czym owinęłam się w niego i zawędrowałam przez cały dom do swojego pokoju. Wygrzebałam z szafy bieliznę, spodnie, skarpetki, bluzkę i dość grubą bluzę. Byłam pewna że będzie mi cieplutko. Szybko się ubrałam i wysuszyłam włosy, po czym dla wygody związałam je w wysoki kucyk. Spojrzałam na czerwony fotel przy moim biurku, na którym wylegiwał się kocur.
-Chodź Presley idziemy jeść.- powiedziałam i zwierzę błyskawicznie znalazło się na dole. Zachichotałam i podążyłam na schody. Kiedy znalazłam się w kuchni wstawiłam wodę na herbatę, wsypałam kotu karmę i wymieniłam wodę na świeżą. Zajrzałam do lodówki i wyciągnęłam jajka. Z chlebaka wyciągnęłam chleb, a z dolnej szafki patelnię. Z suszarki na naczynia wzięłam małą miseczkę i widelec. Wbiłam jajka do miski, dodałam sól i pieprz po czym widelcem roztrzepałam jajka. Znów podeszłam do chłodziarki i wyciągnęłam olej. Wlałam go trochę na patelnię po czym zapaliłam gaz. Kiedy trochę się rozgrzał zamoczyłam dwie kromki chleba w miseczce i wrzuciłam na patelnie. Po paru minutach obróciłam je na drugą stronę i po kolejnych wyjęłam na talerz. Zrobiłam sobie chyba z siedem takich chlebków, po czym uprzątnęłam stanowisko pracy. Czajnik głośno zagwizdał, a ja błyskawicznie go wyłączyłam i zalałam sobie herbatę. Dodałam dwie łyżeczki cukru i zaczęłam jeść. Wyjęłam z kieszeni telefon i włączyłam sobie "Nickelback - "Lullaby". Położyłam go na stolę i popijając ciepłą herbatę wpatrywałam się w komórkę. Miałam zadzwonić, zadzwonić do Jason'a. Nie byłam pewna czy na pewno to zrobić. Jakiś cichy głosik w mojej głowie podpowiadał mi jednak "Dawno żaden chłopak do Ciebie nie podszedł, a Ty głupia babo siedzisz i rozmyślasz. Dzwoń!". Miał rację, chwyciłam za telefon i wybrałam numer do bruneta. Jeden sygnał, dwa, trzy...
J: Halo?
O: Cześć Jason tu Olivia.
J: Ah, to ty! No cześć, cześć co tam?
O: Pomyślałam sobie, że jeśli twoja propozycja nadal jest aktualna to może wyjdziemy gdzieś. Do kina czy coś.
J: Pewnie, nie ma problemu. To o, której mam być?
O: A-ale to dzisiaj? Wiesz jaka jest pogoda?
J: Wiem. Przyjadę samochodem. To o osiemnastej po ciebie będę. Pa~
Rozłączył się. Z nieco zaskoczonym wyrazem twarzy wymruczałam do telefonu "Cześć". Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę siedemnastą. Westchnęłam i naczynia wrzuciłam do zmywarki po czym polazłam na górę. Przebrałam się w zieloną bluzkę z rękawem 3/4 i napisem "Always". Wybrałam do niej czarne rurki i wygrzebałam z szafy zielone conversy. Dawno ich nie nosiłam. Zarzuciłam jeszcze czarną nie zapinaną marynarkę. Tak ubrana poszłam do łazienki, gdzie umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i z blatu zagarnęłam telefon i portfel, które wsadziłam do kieszeni. Nie przepadałam za torebkami czy plecakami. Nigdy nie wiedziałam co z nimi robić. Stanęłam przed lustrem, a Presley zaczął mi się przyglądać.
-Jak wyglądam kotku?- spytałam i się uśmiechnęłam. Ten jedynie miauknął jakby mówił "żałośnie" a ja westchnęłam. No tak, na niego zawsze można liczyć.
Po parunastu minutach usłyszałam trąbienie. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam na zewnątrz. Zobaczyłam tam czerwone Lamborghini Aventador. Uniosłam zdziwioną brew do góry. Autko było zajebiste. Wysiadł z niego właściciel. Miał teraz zaczesane włosy do góry, czarne przeciwsłoneczne okulary na nosie. Kurczę. Nie wierzę, że to ten sam chłopak. Podeszłam do niego.
-Wyglądasz ślicznie Oliv.- powiedział i dał mi buziaka w policzek na przywitanie.
-Dzięki...-wyszeptałam, a on się uśmiechnął. Otworzył mi drzwi od samochodu i wsiadłam. Zajął miejsce kierowcy i już jechaliśmy w jakimś nie znanym mi kierunku.
-Eeem, Jason.-zaczęłam powoli nadal patrząc w krajobraz za oknem.
-Słucham.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?- teraz przeniosłam wzrok na niego. Wyglądał na zakłopotanego, zaśmiał się.
-Tajemnica, Wood.- odpowiedział i stanął przed kinem.- To jaki film?
-Wybieraj.- skinął głową i wysiedliśmy z samochodu. Jason podszedł do kasy i zamówił dwa bilety na ''Cała historia o Shay'u". No ja pierniczę! pomyślałam, ale uśmiechnięta poszłam razem z brunetem na film.
Rozdział I - "Olivia Wood"
Nie
wiem czy wiecie jak to jest zawieść się na kimś na kim nam najbardziej zależy.
Ja wiem. I właśnie o tym jest ta historia. Nazywam się Olivia Wood i mam
siedemnaście lat. Moje Zycie na pozór kolorowe i pełne uśmiechu, przyjaciół i
muzyki zamieniło się w ruinę. Jeśli jesteście ciekawi jak to wszystko się stało
przejdźmy do początku. Tam gdzie wszystko się zaczęło.
Rozdział I "Oliwia Wood"
Usłyszałam krzyk mamy z dołu. Wyjęłam z uszu słuchawki i leniwie spojrzałam na zegarek. Dochodziła godzina dwudziesta więc był to czas najwyższy, żeby zbierać się na coniedzielną kolację rodzinną. Takie małe tradycje naprawdę zbliżały ze sobą członków rodziny. Wspólne kolacje, spacery, oglądanie filmów. Mimo, że czasami człowiek ma tego dosyć to ciężko mi sobie wyobrazić, że zabrakłoby mojego taty, mamy, młodszego brata czy naszego Presley'a. Wstałam z łóżka zrzucając sfinka, kktóry zamruczał z niezadowolenia. Zeszłam schodami w dół i weszłam do małej, jednak wystarczającej kuchni.
-Dzisiaj spaghetti kochanie!- mama postawiła na stole cztery talerze i sztućce. Ja za to podeszłam do radia i włączyłam pierwszą lepszą stację.
„-Powiedz
mi Shay, jak to jest być nową, nastoletnią gwiazdą, którą kochają miliony
amerykańskich dziewcząt?
-Hahah… Muszę przyznać droga Margaret, że to bardzo przyjemne zadanie. Cieszę się, że mam tych wszystkich fanów. Gdyby nie oni nie tworzył bym dalej tego co kocham. Muzyki.
-Twoja nowa debiutancka płyta „I am” bije rekordy popularności. W tak krótkim czasie udało ci się zdobyć na szczyt!
-Tak. To było dość trudne zad…” przełączyłam stację. Teraz z głośników można było usłyszeć System Of A Down. Shay Lydlinch jak dla mnie był kolejną pustą gwiazdeczką, wykreowaną na coś w podobie Disney'owskiej Hanny Montany, tyle, ze męska wersja. Usiadłam przy stole i nałożyłam sobie trochę spaghetti na talerz. Uniosłam wzrok i spojrzałam na swojego tatę, który mi się przyglądał. Po nim odziedziczyłam jasne, niebieskie oczy. Daniel Wood był dobrze zbudowanym czterdziestopięcioletnim mężczyzna z dość widocznym zarostem. Miał gęste brwi i rzęsy, nos trochę zadarty. Wyglądał jak jakiś Rambo, ale wcale nie był niebezpieczny. Tata był opiekuńczy, ale i stanowczy. Czułam jak bardzo mnie kocha na każdym kroku kiedy wracał z misji.
-Hahah… Muszę przyznać droga Margaret, że to bardzo przyjemne zadanie. Cieszę się, że mam tych wszystkich fanów. Gdyby nie oni nie tworzył bym dalej tego co kocham. Muzyki.
-Twoja nowa debiutancka płyta „I am” bije rekordy popularności. W tak krótkim czasie udało ci się zdobyć na szczyt!
-Tak. To było dość trudne zad…” przełączyłam stację. Teraz z głośników można było usłyszeć System Of A Down. Shay Lydlinch jak dla mnie był kolejną pustą gwiazdeczką, wykreowaną na coś w podobie Disney'owskiej Hanny Montany, tyle, ze męska wersja. Usiadłam przy stole i nałożyłam sobie trochę spaghetti na talerz. Uniosłam wzrok i spojrzałam na swojego tatę, który mi się przyglądał. Po nim odziedziczyłam jasne, niebieskie oczy. Daniel Wood był dobrze zbudowanym czterdziestopięcioletnim mężczyzna z dość widocznym zarostem. Miał gęste brwi i rzęsy, nos trochę zadarty. Wyglądał jak jakiś Rambo, ale wcale nie był niebezpieczny. Tata był opiekuńczy, ale i stanowczy. Czułam jak bardzo mnie kocha na każdym kroku kiedy wracał z misji.
-Jak w szkole księżniczko?-spytał, a ja połknęłam przeżuwany kęs. Muszę przyznać, że zadał ciekawe pytanie. Moja szkoła znajdowała się półgodziny drogi od domu. Chodziłam do drugiej klasy liceum. Byłam tak zwaną szarą myszką, którą uwielbiały dręczyć trzy "elitarne" kumpele. Czasami naprawdę mam wrażenie jakbym grała w jakimś filmie, gdzie na końcu spotkam wspaniałego księcia z bajki i będzie szczęśliwy Happy End. Idiotyczne myślenie.
-W porządku tatku.- odpowiedziałam i z uśmiechem powróciłam do swojego posiłku.
-A u ciebie synu?- tym razem pytanie było skierowane do Brandona, mojego młodszego brata, który prawdę mówiąc szczerze nienawidził pogaduszek z rodzicami. Cóż, okres dojrzewania nikogo nie ominie. Nawet jego.
„Here I am with
All my heart I hope you
Understand I know I let
You down but I'm never
Gonna make that mistake
Again you brought me
Closer to who I really am
Come take my hand
I want the world to see
What you mean to me"
Skończyłam śpiewać a Presley ułożył głowę na moich kolanach. Uśmiechnęłam się pod nosem i odstawiłam gitarę. Wzięłam kota na ręce i przytuliłam, kładąc się na łóżko.
-Wiesz co kocie. Słodki jesteś jak śpisz.- mruknęłam uśmiechnięta. Odpowiedziało mi jedynie ciche mruczenie przez sen.
Przemierzałam szkolne korytarze, gdy podbiegła do mnie brązowooka dziewczyna. Miała na imię Hariet Merley i od czwartej klasy była moją najlepszą przyjaciółką. Krótkie, czekoladowe włosy świetnie pasowały do jej smukłej twarzy i długiego nosa. Jakby się dokładniej przyjrzeć można by dostrzec parę piegów. Przytuliłyśmy się mocno na powitanie.
-Co tam Hariet?- spytałam kierując się na stołówkę. dziewczyna zachichotała i pisnęła z radości. Podniosłam brew, nieco zdziwiona.
-Byłam wczoraj na randce!- prawie wykrzyknęła i kilka osób spojrzało się na nią jak idiotkę.
-Wow! Super! Opowiadaj z kim, gdzie i co potem!- powiedziałam podekscytowana, a dziewczyna zarumieniła się, na co ja cicho zachichotałam.
-Znasz Maxa Flaney'a?
-Z tym Maxem Flaney'em?- powtórzyłam nieco zdziwiona. Przecież Hariet uganiała się za nim od... kiedy pamiętam. I nagle cud się stał i umówiła się z nim? Co więcej wraca rozradowana i podekscytowana jakby wygrała w totka. Coś mi nie pasowało, ale postanowiłam zatrzymać to dla siebie.
-Dokładnie z tym. Z Maxem z drużyny football'owej. Z Maxem o nieziemskich piwnych oczach, blond włosach i tymi mięśniami...
-Spokojnie lwico bo się poplujesz. Chodźmy do stołówki i wszystko mi opowiesz.- odpowiedziałam i weszłam do pomieszczenia. Było ogromne, pełne stolików i ławek oraz oczywiście szkolny bufet. Przez zupełny niefart uderzyłam kogoś drzwiami i na moje nieszczęście była to Amber Burstock. Szkolna gwiazdunia i jej nieodłączne "bff". Czasami byłam ciekawa jak można lubić taką pustą blondynę, ale cóż, to zależy od człowieka.
-J-jak mogłaś ty wywłoko!- warknęła na mnie a ja jedynie przewróciłam oczami.
-Zdarza się moja droga.- odpowiedziałam i nawet nie pofatygowałam się, żeby jej pomóc.
-Życzę sobie natychmiastowych przeprosin!-pisnęła i poprawiła swoją spódniczkę. Ubierała się wyzywająco, ale nie wulgarnie. Trochę szacunku jednak do siebie miała, podkreślam słowo "trochę".
-To nie jest koncert życzeń, Amber.-warknęłam i już miałam ją ominąć, gdy jedna z jej przyjaciółek Ami złapała mnie mocno za ramię, przy okazji wbijając swoje okropnie długie tipsy.
-Jeszcze mi za to zapłacisz zdziro.- Burstock przeraźliwie zmrużyła oczy i poszła głębiej w stołówkę siadając przy szkolnej elicie. Taka to elita, że aż człowiekowi się zbiera na wymioty, ale co poradzisz.
-Chodźmy Oliv.- przyjaciółka złapała mnie pod ramię i usiadłyśmy przy swoim stoliku. Znajdował się najbliżej okna co było wygodne,bo czasem fajnie jest się pogapić na innych uczniów. Mimo, że miałam wysłuchać opowieści Hariet to zupełnie odpłynęłam w myślach. Spojrzałam za szybę i zauważyłam młodego mężczyznę. Miał opalone ciało, i cudne czarne włosy teraz opadające na czoło. Nos był prosty, a koloru oczu nie dostrzegłam. Trzeba było przyznać, że nie ubierał się zbyt gustownie na co lekko zachichotałam. Szare szorty, zielona koszulka i pod nią czarna koszulka z długim rękawem, na nogach miał typowe adidasy. Spojrzał w moją stronę i lekko się uśmiechnął. Speszona odwróciłam wzrok. Kurczę. Fajny był ten koleś.
~~**~~**~~
Takim sposobem dotarliśmy do końca rozdziału pierwszego. Mam wrażenie, że jest trochę zbyt krótki, ale to nic. Zawsze mogło być gorzej. Następny rozdział jakoś niedługo. najwcześniej za parę godzin najpóźniej w środę popołudniu. Mam nadzieję, że zostawisz komentarz jeśli przeczytałeś, jest to mega motywujace! ^^
Opowiadanie Pierwsze - szczegóły.
Zacznijmy może od tego, że się z wami przywitam. Hej! Nazywam się xLacri-kaT. Możecie mówić Kacia, kat..jak chcecie ^^. Co mnie natchnęło na 3 bloga? Nie wiem. Wiem jedynie, ze to będzie fajne wyzwanie dla mnie i dość duża odskocznia od szarej, ponurej i nudnej rzeczywistości. Jedyne co mi zostaje powiedzieć to zapraszam do czytania rozdziału, który niedługo będzie opublikowany. C:
O czym będzie pierwsze opowiadanie?
Olivia Wood niby przeciętna siedemnastolatka, ze szczęśliwą rodziną. Do czasu, aż jej poukładanego, skromnego i pełnego spokoju życia nie przerwie pewien chłopak. Przedstawia się jako Jason Crow, jednak nie długo później okazał się oszustem i zdrajcą. Kim tak naprawdę jest Jason i co do niego czuje Olivia? Historia pełna romantyzmu, kłamstw, szczęścia, bólu, radości i zawodu... Jeśli jesteś ciekawy jak to się potoczy, przeczytaj!
O czym będzie pierwsze opowiadanie?
Olivia Wood niby przeciętna siedemnastolatka, ze szczęśliwą rodziną. Do czasu, aż jej poukładanego, skromnego i pełnego spokoju życia nie przerwie pewien chłopak. Przedstawia się jako Jason Crow, jednak nie długo później okazał się oszustem i zdrajcą. Kim tak naprawdę jest Jason i co do niego czuje Olivia? Historia pełna romantyzmu, kłamstw, szczęścia, bólu, radości i zawodu... Jeśli jesteś ciekawy jak to się potoczy, przeczytaj!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)