niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział II- "Jason Crow"

               Witam, witam w drugim już rozdziale. Nie będę się rozpisywała, więc jedyne co powiem to zapraszam do czytania C:
~~**~~**~~
Rozdział II
                 Nie dało się ukryć uśmiechu jaki wkradł mi się na twarz gdy zobaczyłam jak chłopak, który się do mnie uśmiechnął wszedł do stołówki. Szybko odwróciłam od niego wzrok i przygryzłam dolną wargę. Zauważyła to Hariet, szybko zajęła miejsce obok mnie.
-Nie mów, że ten koleś ci się podoba.- powiedziała i złapała mnie za ramiona.
-Nie jest taki zły.- odpowiedziałam a na mojej buzi pojawiły się dwa lekkie rumieńce. Szatynka przejechała dłonią po twarzy i wzięła dwa głębokie wdechy.
-Oliv, skarbie. Wygląda strasznie, nie pasuje do ciebie.- powiedziała a ja ją od siebie odsunęłam.
-Oh, przestań Hariet. To, że nie wygląda jakoś czadersko nie znaczy, ze jest okropny z charakteru.- powiedziałam. Szatynka spojrzała na coś za mną, a jej brwi uniosły się nieznacznie do góry. Obróciłam się. Za mną stał dokładnie ten brunet.
-Cześć. Jestem Jason Crow. Uczę się tu od niedawna.- wyciągnął w moją stronę dłoń. Spojrzałam w jego oczy. Delikatny odcień zieleni lekko pomieszany z ciemniejszym akcentem.
-Aaa...eee...-nie mogłam z siebie wydusić słowa, dopóki nie poczułam kuksańca w bok od Hariet.- Jestem Olivia. Olivia Wood, miło cię poznać Jason.- dokończyłam i uścisnęłam chłopakowi rękę. Mimo okularów wyglądał całkiem nieźle. Nie wiem już czy to było moją wadą czy zaletą, że nie patrzyłam na ubranie czy markę, taka już byłam. Chłopak usiadł naprzeciw mnie i brązowookiej. Byłam strasznie ciekawa jaki on jest. Byłam ciekawa jego, nie oszukujmy się wydawał się naprawdę sympatyczny. Minęło dobre parę minut zanim któreś z nas się odezwało. W między czasie panienka Merley zobaczyła swój obiekt westchniej w postaci Maxa i ulotniła się, zostawiając mnie samą z chłopakiem.
-Trochę, krępująca ta cisza nie uważasz Olivio?- chłopak uśmiechnął się pokazując rządek białych ząbków. Zarumieniłam się i przytaknęłam skinieniem głowy na co on się roześmiał. Nigdy nie byłam dobra w kontakcie z facetami. Nawet żadnego nie miałam, o ironio.
-Widziałem jak się na mnie gapisz.- znów się zaśmiał a moja twarz przybrała kolor buraka.
-To tak..przypadkowo...-wydukałam zgodnie z prawdą. Przecież nie gapiłam się na niego specjalnie. Istny przypadek, ironia losu, przeznaczenie. Nazywajcie to jak chcecie.
-Jasne. To jak dasz się zaprosić na mały wypad po miasteczku?- spojrzałam na niego niepewnie i chwilę się zastanowiłam. Dobra Olivia myśl. Dopiero co poznałaś tego chłopaka a on już proponuje ci randkę, nie głupia! To nie randka. Zwykły spacer... próbowałam pohamować moje szybko bijące serce. Co się dzieje. Olivia znasz go dopiero jakieś 5 minut, a miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje. Jeszcze parę chwil rozważałam argumenty za i przeciw i w końcu postanowiłam.
-Wybacz, ale nie mogę. Znam cię tylko od paru minut i... rozumiesz.- wyszeptałam i wzięłam do buzi jedną z frytek. Milczał, myślałam, że miną wieki zanim się odezwie. Przecież nie zrobiłam nic złego. Chyba...
-Pewnie, kumam. Potrafisz szybko spławić faceta.- powiedział i już miał zamiar wstać, gdy go zatrzymałam.
-Nie! Poczekaj. Daj mi chociaż swój numer telefonu. Zadzwonię do ciebie.- nie sądziłam, że stać mnie na taki czyn. Zawsze byłam nieśmiała, a tu proszę. Co on ze mną robi.
-Jasne, ale zadzwoń.- powiedział, a ja mu podałam swoją Nokię i dałam chłopakowi do ręki. Szybko wystukał dziewięć cyferek i zapisał jako "Jason". W tym samym czasie zadzwonił dzwonek na lekcję a bruneta już nie było.

                Wróciłam do domu cała zmarznięta i przemoczona. Deszcz lał niesamowicie i nie zostawił na mnie nawet suchej nitki. Rzuciłam klucze na szafkę z butami i ściągnęłam trampki. Szybko poleciałam do łazienki i  ściągnęłam z siebie mokre ciuchy. Wskoczyłam pod prysznic i opłukałam się pod ciepłą wodą. Mogłabym tam zostać na wieki wieków, ale trzeba było dać kotu jeść. Wyszłam spod strumieni i wytarłam się ręcznikiem, po czym owinęłam się w niego i zawędrowałam przez cały dom do swojego pokoju. Wygrzebałam z szafy bieliznę, spodnie, skarpetki, bluzkę i dość grubą bluzę. Byłam pewna że będzie mi cieplutko. Szybko się ubrałam i wysuszyłam włosy, po czym dla wygody związałam je w wysoki kucyk. Spojrzałam na czerwony fotel przy moim biurku, na którym wylegiwał się kocur.
-Chodź Presley idziemy jeść.- powiedziałam i zwierzę błyskawicznie znalazło się na dole. Zachichotałam i podążyłam na schody. Kiedy znalazłam się w kuchni wstawiłam wodę na herbatę, wsypałam kotu karmę i wymieniłam wodę na świeżą. Zajrzałam do lodówki i wyciągnęłam jajka. Z chlebaka wyciągnęłam chleb, a z dolnej szafki patelnię. Z suszarki na naczynia wzięłam małą miseczkę i widelec. Wbiłam jajka do miski, dodałam sól i pieprz po czym widelcem roztrzepałam jajka. Znów podeszłam do chłodziarki i wyciągnęłam olej. Wlałam go trochę na patelnię po czym zapaliłam gaz. Kiedy trochę się rozgrzał zamoczyłam dwie kromki chleba w miseczce i  wrzuciłam na patelnie. Po paru minutach obróciłam je na drugą stronę i po kolejnych wyjęłam na talerz. Zrobiłam sobie chyba z siedem takich chlebków, po czym uprzątnęłam stanowisko pracy. Czajnik głośno zagwizdał, a ja błyskawicznie go wyłączyłam i zalałam sobie herbatę. Dodałam dwie łyżeczki cukru i zaczęłam jeść. Wyjęłam z kieszeni telefon i włączyłam sobie "Nickelback - "Lullaby". Położyłam go na stolę i popijając ciepłą herbatę wpatrywałam się w komórkę. Miałam zadzwonić, zadzwonić do Jason'a. Nie byłam pewna czy na pewno to zrobić. Jakiś cichy głosik w mojej głowie podpowiadał mi jednak "Dawno żaden chłopak do Ciebie nie podszedł, a Ty głupia babo siedzisz i rozmyślasz. Dzwoń!". Miał rację, chwyciłam za telefon i wybrałam numer do bruneta. Jeden sygnał, dwa, trzy...
J: Halo?
O: Cześć Jason tu Olivia.
J: Ah, to ty! No cześć, cześć co tam?
O: Pomyślałam sobie, że jeśli twoja propozycja nadal jest aktualna to może wyjdziemy gdzieś. Do kina czy coś.
J: Pewnie, nie ma problemu. To o, której mam być?
O: A-ale to dzisiaj? Wiesz jaka jest pogoda?
J: Wiem. Przyjadę samochodem. To o osiemnastej po ciebie będę. Pa~
Rozłączył się. Z nieco zaskoczonym wyrazem twarzy wymruczałam do telefonu "Cześć". Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę  siedemnastą. Westchnęłam i naczynia wrzuciłam do zmywarki po czym polazłam na górę. Przebrałam się w zieloną bluzkę z rękawem 3/4 i napisem "Always". Wybrałam do niej czarne rurki i wygrzebałam z szafy zielone conversy. Dawno ich nie nosiłam. Zarzuciłam jeszcze czarną nie zapinaną marynarkę. Tak ubrana poszłam do łazienki, gdzie umyłam zęby i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i z blatu zagarnęłam telefon i portfel, które wsadziłam do kieszeni. Nie przepadałam za torebkami czy plecakami. Nigdy nie wiedziałam co z nimi robić. Stanęłam przed lustrem, a Presley zaczął mi się przyglądać.
-Jak wyglądam kotku?- spytałam i się uśmiechnęłam. Ten jedynie miauknął jakby mówił "żałośnie" a ja westchnęłam. No tak, na niego zawsze można liczyć.
              Po parunastu minutach usłyszałam trąbienie. Wzięłam głęboki wdech i wyszłam na zewnątrz. Zobaczyłam tam czerwone Lamborghini Aventador. Uniosłam zdziwioną brew do góry. Autko było zajebiste. Wysiadł z niego właściciel. Miał teraz zaczesane włosy do góry, czarne przeciwsłoneczne okulary na nosie. Kurczę. Nie wierzę, że to ten sam chłopak. Podeszłam do niego.
-Wyglądasz ślicznie Oliv.- powiedział i dał mi buziaka w policzek na przywitanie.
-Dzięki...-wyszeptałam, a on się uśmiechnął. Otworzył mi drzwi od samochodu i wsiadłam. Zajął miejsce kierowcy i już jechaliśmy w jakimś nie znanym mi kierunku.
-Eeem, Jason.-zaczęłam powoli nadal patrząc w krajobraz za oknem.
-Słucham.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?- teraz przeniosłam wzrok na niego. Wyglądał na zakłopotanego, zaśmiał się.
-Tajemnica, Wood.- odpowiedział i stanął przed kinem.- To jaki film?
-Wybieraj.- skinął głową i wysiedliśmy z samochodu. Jason podszedł do kasy i zamówił dwa bilety na ''Cała historia o Shay'u". No ja pierniczę! pomyślałam, ale uśmiechnięta poszłam razem z brunetem na film.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz